7 książek na Dzień Kobiet

Dzień Kobiet to bardzo dziwne święto. Dla naszych rodziców nieodłącznie wiąże się z takimi skojarzeniami jak PRL, goździki oraz rajstopy. Moje pokolenie łączy je raczej z kolejnym pretekstem do wypełnienia sklepowych wystaw bombonierkami, promocjami w drogeriach, a ostatnio także manifestacjami przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji.


Jeśli miałabym być całkowicie szczera – kobiecość nie jest czymś, co uważam za jakiś szczególny powód do świętowania. Nie oszukujmy się: przynależność do tej płci jest raczej źródłem ograniczeń i niedogodności, niż przywilejów. Ani biologia, ani społeczeństwo nie stawiają nas na wygranej pozycji (ani nawet na równorzędnej w stosunku do mężczyzn). Tylko proszę mi tutaj nie wyskakiwać z (umierającym śmiercią naturalną) zwyczajem przepuszczania kobiet w drzwiach – która z nas nie oddałaby tego typu zaszczytów bez mrugnięcia okiem, jeśli mogłaby dołączyć do zestawu bóle menstruacyjne, niższe płace, ciągły lęk w miejscach publicznych i inne podobne atrakcje?

Żeby nie było tak negatywnie – nie mam nic przeciwko celebrowaniu 8 marca. Wraz z moim mężem mamy taki zwyczaj, że wykorzystujemy każdą okazję do świętowania: imieniny, urodziny, przeróżne rocznice, Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Mężczyzn czy inne Święta Lasu. Każdy powód jest dobry, żeby wręczyć sobie nawzajem coś ładnego i zjeść jakieś pyszności na mieście. Nigdy też nie pogardziłam żadnym kwiatkiem, którym ktoś chciał mnie obdarować. Tyle że jeśli musiałabym wybierać (choć wcale nie chcę, bo przecież nic tutaj się nie wyklucza), wolałabym, żeby Dzień Kobiet był raczej chwilą na refleksję dotyczącą spraw ważnych dla tej (ponad) połowy społeczeństwa. Jeśli bliscy mi mężczyźni mieliby zrobić dla mnie tego dnia tylko jedną rzecz, to przehandluję tulipana czy goździka (a musicie wiedzieć, że uwielbiam oba te kwiaty!) za zastanowienie się nad tym, co można byłoby zmienić, by to, co mamy między nogami, nie determinowało tak wielu dziedzin naszego życia.

Być może jeszcze tego o mnie nie wiecie, ale jedną z największych miłości mojego życia są… książki. Taki już ze mnie nudny nerd. Uwielbiam zakopać się pod kocykiem z gorącą herbatką (albo rozłożyć się na hotelowym leżaku z drinkiem) i zniknąć dla świata, całkowicie angażując się w opowieść ukrytą w literkach naniesionych na papier. W tym roku proponuję więc połączyć celebrowanie kobiecości z głębszą refleksją nad którąś z książek o sprawach ważnych z punktu widzenia przedstawicielek mojej płci. Każdą z poniższych pozycji przeczytałam i serdecznie polecam, każda jest wartościowa w zupełnie inny sposób. Jeśli jednak miałabym wybrać swoje ulubione, wskazałabym dwie, które wymieniłam jako ostatnie, bo po prostu czytało mi się je najprzyjemniej. Co nie zmienia faktu, że warto sięgnąć po wszystkie wymienione.

„Królewicz Śnieżek. Baśniowe stereotypy płci”, Agnieszka Suchowierska, Wojciech Eichelberger

Kiedy tylko usłyszałam o tej książce, z miejsca zakochałam się w koncepcie, który za nią stoi. Pomysł jest równie prosty, co genialny: autorka postanowiła na nowo opowiedzieć znane wszystkim baśnie, zamieniając płcie ich bohaterów. W ten sposób dostaliśmy opowieści o bezwolnym śpiącym księciu, który został uratowany przez waleczną królewnę, o delikatnym Czerwonym Kapturku uwodzonym przez Wilczycę oraz o królewiczu Śnieżku, który potulnie sprząta i gotuje w chatce siedmiu krasnoludek. Każda z baśni została potraktowana indywidualnie, przez co część jest bardziej, a część mniej wierna najbardziej znanym wersjom (ja jednak wolę te proste przełożenia, bez zbędnego kombinowania – mam wrażenie, że lepiej działają na wyobraźnię). Natomiast z zamieszczonych po opowiadaniach krótkich rozmów możemy się dowiedzieć, jak Suchowierska i Eichelberger interpretują klasyczne baśnie w kontekście stereotypów i ról płciowych oraz jakie ich aspekty zostały podkreślone przez zamianę ról bohaterów.

„Zakazane ciało. Historia męskiej obsesji”, Diane Ducret

Przez wiele lat narrację o kobiecym ciele kreowali mężczyźni. To oni tworzyli naukę i prawo, w związku z czym być może nie należy się dziwić, że dziedziny te zdominowane były przez ich punkt widzenia. Do dzisiaj kobieca cielesność i seksualność stanowią pole walki o władzę (co doskonale widać na przykładzie polskiej polityki). Książka wyczerpująco prezentuje rozmaite aspekty tego problemu, m.in. panujące niegdyś zabobony związane z menstruacją, postrzeganie łechtaczki, owłosienia łonowego i innych atrybutów kobiecości na przestrzeni wieków, a także sposoby na wykorzystywanie kobiecej seksualności do walki o władzę (zarówno przez mężczyzn, jak i same kobiety). Jeśli interesują was ciekawostki na temat tego, jak producenci pierwszych podpasek poradzili sobie ze strachem przed reklamowaniem tak „wstydliwego” produktu, który symbol seksu tlenił swoje włosy łonowe oraz jak Kolumbijki wykorzystały swoją seksualność do rozbrojenia mafii narkotykowej – z całą pewnością jest to lektura dla was.

„Sekretne życie arabskich kobiet”, Katherine Zoepf

Jeśli ktoś upiera się, że feminizm nie jest już światu potrzebny, a obserwacja życia społecznego w najbliższym otoczeniu nie przekonuje go do zmiany tego poglądu, zdecydowanie powinien odwiedzić kraje arabskie – albo przynajmniej przeczytać tę książkę. Jej autorką jest korespondentka „New York Timesa”, która przez kilka lat mieszkała w Syrii i Libanie, w międzyczasie podróżując również po Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Egipcie. Książka przybliża nam zawiłe relacje między płciami w tym obszarze kulturowym – możemy się z niej dowiedzieć m.in. tego, że Libanki nie powinny nawet rozmawiać ze swoimi przyszłymi mężami przed ślubem (czasami rodzina zgadza się na rozmowę telefoniczną, jednak nie jest to coś, do czego wypada przyznawać się publicznie), Arabia Saudyjska przeznacza ogromne pieniądze na utrzymywanie separacji między płciami (kobiety i mężczyźni korzystają z usług osobnych urzędów, banków, a nawet biur turystycznych), arabskim mężczyznom rozważającym oświadczyny zaleca się, by przyjrzeli się bratu wybranki, aby mieć jakieś wyobrażenie o tym, jak ona może wyglądać, zaś w Libanie popularne są tzw. „letnie małżeństwa”, zawierane między przypadkowymi kobietami i mężczyznami, którym islam zabrania seksu pozamałżeńskiego, oraz rozwiązywane przed końcem wakacji. Oczywiście, znalazło się w niej miejsce również dla znacznie bardziej dramatycznych zagadnień, np. wstrząsającej historii szesnastoletniej Zahry, która została zgwałcona, a następnie padła ofiarą „honorowego zabójstwa” ze strony brata.

„Żałując macierzyństwa”, Orna Donath

Kobiety, które z różnych powodów nie chcą mieć dzieci, często słyszą, że „będą tego żałowały”. Mało kto bierze pod uwagę, że decyzja o zostaniu matką również może stać się przedmiotem żalu. Socjolog Orna Donath przeprowadziła wywiady z 23 kobietami w wieku 26-73 lat. Powody, dla których badane zdecydowały się na dziecko, były bardzo różne: od autentycznej potrzeby macierzyństwa, poprzez presję społeczną, aż po naleganie partnera. I choć ich opowieści różnią się między sobą, wszystkie zgodnie przyznają, że bardzo kochają swoje dzieci i nie wyobrażają sobie, że mogłoby im się stać coś złego, jednak gdyby mogły cofnąć czas i w ogóle nie zostać matkami – zrobiłyby to bez wahania. Ich wypowiedzi pokazują bardzo ważną perspektywę, na ogół ignorowaną przez wszystkich tych, którzy przekonują, że niechęć do posiadania potomstwa jest „nienaturalna” i że nie da się być spełnioną kobietą, nie doświadczając macierzyństwa. Wypowiedzi kobiet zostały przeniesione na papier jeden do jednego, bez widocznej redakcji, co wpływa na przyjemność z ich poznawania. Rozumiem jednak ten zabieg: autorka chciała uniknąć zbędnej ingerencji, by jak najwierniej przekazać myśli i doświadczenia swoich rozmówczyń. Mimo że nie jest to lekka lektura, która „czyta się sama” – bardzo się cieszę, że wpadła w moje ręce.

„Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim”, Jon Krakauer

Na pierwszy rzut oka Missoula w stanie Montana sprawia wrażenie sielskiego miasteczka uniwersyteckiego. Jego dumą jest odnosząca sukcesy drużyna futbolowa. Niestety, w tej idyllicznej scenerii rozgrywa się dramat studentek, które często padają ofiarami przemocy seksualnej. Zgodnie z ustaleniami Departamentu Sprawiedliwości, w latach 2008-2012 miejscowa policja skierowała do prokuratury sto czternaście zgłoszeń dotyczących przemocy seksualnej, ta jednak zdecydowała się wystąpić z aktem oskarżenia jedynie w czternastu z tych przypadków, a nawet osoby uznane za winne gwałtu rzadko trafiały do więzienia. Jon Krakauer w swoim reportażu pochyla się nad historiami kilku dziewczyn, które padły ofiarami „gwałtów towarzyskich” i przybliża ich reakcje (które niejednokrotnie obala stereotypy na ten temat), a także problemy, z jakimi musiały się zmierzyć po wniesieniu oskarżenia. Jak trafnie podsumowała to jedna z bohaterek, gwałt jest jedynym przestępstwem, w przypadku którego kwestionuje się prawdomówność nie sprawcy, a osoby pokrzywdzonej. Ostrzegam, że to trudna lektura (nie polecam jej osobom, które mają na koncie podobne doświadczenia), ale uważam, że takie książki są bardzo potrzebne, ponieważ przełamują tabu i pozwalają walczyć z licznymi stereotypami. Być może po jej przeczytaniu choć część osób zrewiduje swoje poglądy na temat przemocy seksualnej i zrozumie, jak wielkim złem jest chronienie sprawców (choćby byli nie wiadomo jak utalentowanymi sportowcami, którym wyrok może „zrujnować życie”).

„Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie”, Jenny Nordberg

Szwedzka dziennikarka śledcza Jenny Nordberg opisuje unikalne zjawisko bacza pusz, czyli afgańskich dziewczynek, które są przebierane za chłopców i dzięki temu mają szansę na normalne dzieciństwo, czyli swobodną zabawę oraz porządną edukację. Czasami takie działanie ma również zmyć hańbę z rodziny, w której rodzą się same dziewczynki. Niestety, w okolicach okresu dojrzewania dotychczasowe „chłopczyce” muszą na nowo zbudować swoją tożsamość płciową, dostosowując się do ról, które przewidziało dla kobiet społeczeństwo. Przedstawienie zagadnienia bacza pusz samo w sobie jest fascynujące, ale autorka wykorzystuje opowieść także jako pretekst do przybliżenia trudnych realiów życia kobiet w patriarchalnym świecie. Główną bohaterką książki jest Azita – matka jednej z opisywanych bacza pusz, ale również inteligentna, odnosząca sukcesy parlamentarzystka oraz żona bezrobotnego analfabety, który pozwala jej pracować tylko dlatego, że dzięki temu rodzina ma pieniądze na utrzymanie. Taki układ sił wydaje się paradoksem: Azita jest lepiej wykształcona od męża i ma nad nim przewagę ekonomiczną, jednak to on nad nią dominuje. Z zachodniego punktu widzenia rozwiązaniem tego problemu mógłby być rozwód, jednak bohaterka nie bierze takiej możliwości pod uwagę: w ten sposób okryłaby siebie i swoją rodzinę hańbą, a co najważniejsze – straciłaby dzieci, które z pewnością musiałyby zostać z ojcem.

Uwielbiam tę książkę i zapewniam, że trudno się od niej oderwać, choć nierzadko opowiada o przytłaczających, niełatwych do zaakceptowania kwestiach. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Uważam też, że jest to idealny tytuł do rozpoczęcia swojej przygody z reportażami dla osób, które do tej pory nie miały styczności z tym gatunkiem.

„Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety”, Renee Engeln

Kolejna książka, w której się zakochałam – z pewnością będę o niej pisała jeszcze niejednokrotnie, bo okazała się prawdziwą kopalnią pomysłów na wpis na bloga.

Współczesna kultura nieustannie przekonuje kobiety, że wygląd zewnętrzny jest ich największą wartością. Nic dziwnego, że bez przerwy zadręczamy się mankamentami swojej urody, wydajemy krocie na kosmetyki oraz operacje plastyczne i tak często rezygnujemy z wygody w imię wpisywania się w powszechnie przyjęty ideał. Powszechna obsesja związana z pięknem kobiecego ciała ma wpływ również na mężczyzn – w książce przytoczono przykłady badań, w których ekspozycja na uprzedmiotawiające wizerunki kobiet okazała się korelować z akceptacją dla molestowania seksualnego oraz negatywnymi ocenami ofiary gwałtu. Czasami tak bardzo skupiamy się na swoim wyglądzie, porównując go z powszechnymi wzorcami, że w imię tak trywialnej kwestii rujnujemy swoje zdrowie, a nawet tracimy życie. Polecam – książkę czyta się naprawdę szybko, a przy tym nie jest to coś na kształt typowego, amerykańskiego poradnika. „Obsesja piękna” jest wyładowana po brzegi merytoryczną wiedzą oraz odniesieniami do badań naukowych prowokujących do refleksji, które (miejmy nadzieję) zostają z nami na dłużej i pomagają na nowo zrewidować pogląd o tym, co jest (i powinno być) dla nas ważne.

Jak podoba Wam się to zestawienie? Czy któraś z moich propozycji Was zainteresowała? A może macie własne typy książek o kobietach, które warto znać? Chętnie je poznam – dajcie znać w komentarzach!

Zdjęcie główne: dh_creative/pixabay.com